sobota, 1 października 2011

Warszawska Atlantyda

Jest w Warszawie taki most, pod którym znajduje się drugi most. Nie mówię tu o moście Gdańskim. Mam na myśli most Poniatowskiego - na górze jest normalny most, z którego na co dzień korzystamy. Pod nim zaś, w tajemniczych odmętach Wisły znajdują się resztki mostu przedwojennego, zniszczonego przez Niemców w 1944 r. Pierwsza myśl: niby nic specjalnego - pewnie jakieś obrośnięte glonami trzy kamienie i kawałek żelastwa. Gdy jednak pomyśleć dalej: zaraz, zaraz - a może tam jest coś więcej? Przecież to nie byle kamienie - ale prawdziwe relikty "Warszawy z innej epoki" - wszak to, co przedwojenne, w stolicy jest jak skamielina, jak niezrozumiałe hieroglify albo skuty syberyjskim lodem mamut. To, co jest zachowane sprzed Wielkiego Wybuchu w Warszawie to resztki innej cywilizacji, innej Warszawy, która nigdy nie będzie taką, jaka była przed 1939 r. (Choćby ze względu na skład etniczny czy po prostu konkretny układ ulic.)
Gdy pierwszy raz przeczytałem - a była to notka o uruchomieniu wiosną ścieżki rowerowej, wiodącej po prawym brzegu, wśród praskich Krzunów - o tym, że pod mostem Poniatowskiego, w wodach Wisły znajdują się resztki przedwojennej konstrukcji mostu, którą to konstrukcję można ujrzeć przy niskich stanach wody, pomyślałem: "To jest to!". Wybierałem się w ten rejon z aparatem w czerwcu - wszak wtedy wody było bardzo mało - ale nie udało mi się. W końcu, wczoraj - przynaglony publikacjami w mediach o tym, że "wynurzyło się z wody" - postanowiłem naocznie przekonać się, o czym jest mowa.
Wrażenie jest niesamowite. Z plaży przy Stadionie Narodowym (notabene ta plaża to świetny pomysł!), mijając obściskujące się pary, młodzież popijającą w krzakach piwo czy rowerzystów, szusujących po wspomnianej nowej ścieżce rowerowej - wchodzimy pod drugie przęsło mostu, licząc od strony praskiej. Z piasku wynurzają się nagle dwie pary nitek szyn tramwajowych... Spoglądam w lewo, spoglądam w prawo - i spostrzegam, że stoję po prostu na zachowanym w całości fragmencie przęsła mostu: stąpam po przedwojennej nawierzchni i widzę szyny tramwajowe. Kilka kroków dalej i nagle płyta mostu się urywa, strasząc rzędem wystającego z wody żelastwa. Spacer tym fragmentem przedwojennej Warszawy kończy się tak nagle jak sama tamta Warszawa dramatycznie się skończyła w 1944 r. Wypatruję w poskręcane żelastwo, rozpoznając nity, śruby i inne metalowe konstrukcje:
To toto podłużne, walcowate - latarnia? Rura jakaś odwadniająca? Za moimi plecami jakiś facet po trzydziestce patrzy, milczy, w końcu mówi: "Kawałek historii, prawda?" Niedługo potem przychodzi matka z dzieckiem i pokazuje młodemu warszawiakowi historię tego miasta...

Kapitalne miejsce! Tak, Warszawa ma swoją Atlantydę - bo jak inaczej nazwać niezwykły relikt przeszłości, przeszłości nieodległej, ale w Warszawie jest to przeszłość o "lata świetlne" oddalona? Relikt, który nie zawsze jest dostępny dla zwykłego turysty z aparatem. Trzeba do niego się dostać, przebyć niestandardową drogę, trzeba wreszcie wypatrywać Wisłę i jej poziom - bo most "wynurza" się tylko przy bardzo niskim stanie wody.
Polecam każdemu, kto ma możliwość - chodź nad Wisłę i zobacz na własne oczy magiczny, namacalny fragment dawnej Warszawy! Dlaczego magiczny? Bo taka sterta żelastwa, nietknięta od niemal 70 lat, leżąca prawie w środku miasta - to tak jakby jakiś "desant z kosmosu", to kontakt z tamtą Warszawą. Tak jakby nagle w centrum miasta "wynurzyła się z gruzów" zabudowa getta albo wielkomiejskie kamienice Marszałkowskiej. Tym bardziej radzę się spieszyć, bo poziom wody może się podnieść - a wtedy wszystko zniknie znów pod wodą do następnego lata. (Historia prawie jak z sezamem w bajce.)
Warto wybrać się nad Wisłę także dlatego, że Wisła to jest coś dla Warszawy bardzo ważnego, a jednocześnie wciąż niedocenionego. Jest co prawda wspomniana plaża na praskim brzegu, dzięki tunelowi Wisłostrady i zabudowaniom Centrum Nauki Kopernik Powiśle "przypełzło" w stronę Wisły. To wciąż mało, a powodów, by ku Wiśle się zwrócić jest mnóstwo - ot, choćby takie niezwykłe rzeczy jak relikty starego mostu Poniatowskiego, wynurzające się z wody...


 







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz