W mediach pojawiła się niedawno informacja, że władze Warszawy planują kolejne inwestycje tunelowe - nie licząc, rzecz jasna, tuneli metra. Chodzi o znaną od dawną sprawę tunelu pod Ursynowem ("autostradowy") oraz dwie nowości: zakopanie pod ziemią ul. Okopwej oraz tunel tramwajowy pod Dworcem Zachodnim. Nie będę się odnosił do tych konkretnych propozycji, bo na razie zbyt ogólnikowo są zarysowane i za słabo je znam - chciałbym jednak skreślić kilka słów odnośnie drogi, jaką Warszawa powinna w tej sprawie podążać.
Najsłynniejszym tunelem drogowym w Polsce jest chyba tunel Wisłostrady, czyli słynny "tunel wzdłuż rzeki". Inwestycja wykpiwana przez polityków, kabareciarzy i zwykłych obywateli. Pamiętam dyskusję na początku tego wieku o tym tunelu. Ja sam nie byłem zbytnim entuzjastą tej inwestycji. Na dziś uważam jednak, że był to dobry ruch i raczej można wskazać przede wszystkim pozytywy: przybliżenie Powiśla do Wisły (a przy tym pierwszy krok w "zbulwaryzowaniu" zachodniego brzegu Wisły), stworzenie przestrzeni pod inwestycje (Centrum Nauki Kopernik) i terereny zielone. Kto nie wierzy, że to zaowocowało zbliżeniem warszawiaków do Wisły, niech wybierze się w ciepły, letni wieczór na spacer brzegiem Wisły w okolicach CNK. :) Zresztą tunele wzdłuż rzek to jest typ inwestycji, który stosuje się szeroko w Europie Zachodniej - bardzo dobrze opisał ten tren mój znajomy na swoim blogu Rogalopolis.
Odnośnie tunelu Wisłostrady obecnie rzadko już słyszy się głosy przeciwne, częściej pojawiają się pomysły/żądania, żeby wydłużyć go w stronę Starówki - dzięki temu Stare Miasto zbliży się do Wisły. Popieram oczywiście to rozwiązanie, trzeba mieć jednak na uwadze, że tu sytuacja będzie inna: na wysokości Zamku Królewskiego nad tunelem nie będzie można zbudować czegoś a la CNK, bo po prostu w ten sposób zasłonimy sam Zamek - co byłoby oczywistym absurdem.
Wydaje mi się natomiast, że dużo bardziej potrzebne Warszawie - i niejako wynikającym z istniejącego tunelu Wisłostrady - byłoby zakopanie Świętokrzyskiej pod ziemię. (Tak, zakopanie - bo przecież taki tunel Wisłostrady to nie było drążenie, z czym mamy do czynienia przy budowie metra.) W mojej ocenie odcinek od, powiedzmy, ul. Emilii Plater aż do Mostu Świętokrzyskiego - to byłoby to coś, czego potrzebuje Warszawa. Po pierwsze usuwamy skrzyżowanie z Marszałkowską (w efekcie kasujemy także światła przy przejściach dla pieszych - chyba przy budowie stacji II linii metra powstaną przejścia podziemne pod Marszałkowską...), dzięki czemu samochody, autobusy i tramwaje nie mają kolizji z kierunkiem poprzecznym. Po drugie, kasujemy skrzyżowanie z Nowym Światem (notabene cały Trakt Królewski wymaga nowego podejścia - ale to temat na odrębny post), po trzecie pozbywamy się krętej kiszki ulic Kopernika i Tamka, w które ruch ze Świętokrzyskiej w dół, do rzeki jest kierowany. Po trzecie likwidujemy koszmarny klops ulic Dobrej, Zajęczej, Browarnej itd. - w który to czworobok ruch z mostu jest kierowany, zanim znów połączy się w jeden potok ulicy Tamka. Inwestycja taka byłaby co prawda dość poważna - tunel miałby co najmniej 1800 metrów, ponadto na odcinku od Kopernika do mostu Świętokrzyskiego musiałby być drążony jak tunel metra (tzn. nie odkrywkowo), żeby przebić się pod istniejącą zabudową. Takie jednak rozwiązanie udrożniłoby ciąg trasy Świętokrzyskiej. Ponadto, gdyby zagłębić tunel niżej, można pomiędzy tunelem a powierzchnią ziemi zrobić podziemny parking, usuwając w ten sposób problem parkingu dla samochodów wzdłuż Świętokrzyskiej. Co więcej, uzyskujemy dużo wolnej "powierzchni na powierzchni" oraz możliwość spokojnego i drożnego ruchu w ciągu Jasnej i Mazowieckiej.
Niestety, jak zwykle planiści nie pomyśleli - przecież taki tunel - przynajmniej w jakiejś jego części można by wykonać przy okazji budowy II linii metra: jedno kopanie ziemi i jedno zamknięcie tej głównej arterii. Cóż, nie jest to myślenie niemieckie - nad Renem i Szprewą bowiem przy takich kosztownych inwestycjach municypalnych myśli się co najmniej na pół pokolenia wprzód. Wiadomo bowiem, że późniejsze przeróbki kosztują więcej. Ech, Warszawo, nie masz szczęścia do planistów...
poniedziałek, 12 grudnia 2011
piątek, 2 grudnia 2011
Most Północny
Rada Miasta stosunkiem głosów 42 za, 10 przeciw, przy 5 wstrzymujących się, zdecydowała, że budowana przeprawa przez Wisłę, łącząca Bielany z Białołęką, będzie się nazywać mostem Marii Curie-Skłodowskiej. Jestem przeciw! Trwające kilka miesięcy zabiegi, żeby jednak wbrew logice i woli większości warszawiaków, żeby jednak zamiast utrwalonej nazwy Most Północny, zakończyły się żenującym spektaklem podczas obrad Rady i decyzją, żeby uhonorować noblistkę, "bo 2011 to rok Skłodowskiej". Rozumiem zatem, że most będzie otwarty przed 1 stycznia 2012. No, bo jeśli tak trzymamy się tych "roków", to w 2012 mamy rok Janusza Korczaka, Józefa Ignacego Kraszewskiego i ks. Piotra Skargi (źródło). To co, w styczniu nowa uchwała i zmieniamy nazwę na most Korczaka-Kraszewskiego-Skargi? Panie i panowie rajcowie - żenada.
Nie chodzi o to, że mam coś przeciwko szacownej Noblistce - ale po prostu nazwa Most Północny nie dość, że się przyjęła (tak, ta inwestycja ciągnie się tak długo, że już wszyscy warszawiacy zdążyli sobie ją wbić w głowę), to jest i krótka, i treściwa. Nie rozumiem zatem, jaką intencję mieli radni - i to radni ze wszystkich klubów (nie można zatem tu powiedzieć, że była to jedynie jakaś partyjna, odgórna decyzja większości) - żeby tak na siłę robić taką zmianę. I to wbrew opinii większości (w ankiecie na portalu tvnwarszawa.pl wzięło udział 7 tys. internautów, którzy wyraźnie opowiedzieli się za Mostem Północnym), a także wbrew opinii Komisji Nazewnictwa z czerwca br. oraz opinii Rady Dzielnicy Bielany z sierpnia. W obu przypadkach argumentowano podobnie, jak ja - nazwa jest ugruntowana, treściwa i nie ma złych skojarzeń: nie ma potrzeby wymyślać innej. Radni uznali jednak inaczej. Dlaczego?
Zresztą - po cóż marnować tu bajty na powtarzanie tego, co napisałem: absurdy w nazewnictwie oraz działanie wbrew logice tudzież woli mieszkańców to tradycja Rady Warszawy. Moim obowiązkiem jest jednak wyróżnić radnych, którzy mieli odwagę zagłosować przeciw. Oto ich nazwiska - Olga Johann z PiS-u oraz z SLD: Marcin Rzońca, Tomasz Sybilski, Sebastian Wierzbicki, Bogdan Żuber. Ja zaś publicznie deklaruję, że w stosunku do budowanej przeprawy będę używał bez wyjątku jedynej słusznej nazwy, tj. Most Północny. Dixi.
Nie chodzi o to, że mam coś przeciwko szacownej Noblistce - ale po prostu nazwa Most Północny nie dość, że się przyjęła (tak, ta inwestycja ciągnie się tak długo, że już wszyscy warszawiacy zdążyli sobie ją wbić w głowę), to jest i krótka, i treściwa. Nie rozumiem zatem, jaką intencję mieli radni - i to radni ze wszystkich klubów (nie można zatem tu powiedzieć, że była to jedynie jakaś partyjna, odgórna decyzja większości) - żeby tak na siłę robić taką zmianę. I to wbrew opinii większości (w ankiecie na portalu tvnwarszawa.pl wzięło udział 7 tys. internautów, którzy wyraźnie opowiedzieli się za Mostem Północnym), a także wbrew opinii Komisji Nazewnictwa z czerwca br. oraz opinii Rady Dzielnicy Bielany z sierpnia. W obu przypadkach argumentowano podobnie, jak ja - nazwa jest ugruntowana, treściwa i nie ma złych skojarzeń: nie ma potrzeby wymyślać innej. Radni uznali jednak inaczej. Dlaczego?
Zresztą - po cóż marnować tu bajty na powtarzanie tego, co napisałem: absurdy w nazewnictwie oraz działanie wbrew logice tudzież woli mieszkańców to tradycja Rady Warszawy. Moim obowiązkiem jest jednak wyróżnić radnych, którzy mieli odwagę zagłosować przeciw. Oto ich nazwiska - Olga Johann z PiS-u oraz z SLD: Marcin Rzońca, Tomasz Sybilski, Sebastian Wierzbicki, Bogdan Żuber. Ja zaś publicznie deklaruję, że w stosunku do budowanej przeprawy będę używał bez wyjątku jedynej słusznej nazwy, tj. Most Północny. Dixi.
Subskrybuj:
Posty (Atom)